Tak, będzie. Długo się nad tym zastanawiałam, ale postanowilam!
Będzie się ona skupiać na wydarzeniach w przyszłości - dzieci, rodzina i co najważniejsze : DUŻO GREGORA! :D co kto o tym myśli? Robić?
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
niedziela, 22 czerwca 2014
Epilog: Zawału bym przez Ciebie dostał!
Spadając nie wpadłam na płytki przed drzwiami ,czy nie sturlałam się po niesamowicie twardych schodach naszego domu. Wpadłam do wody. Nie brakowało mi tlenu ,choć w płucach zaczęłam czuć pewien dyskomfort. Zaczęłam płynąć w stronę przeszywającego światła ,które raziło moje otwarte pod wodą oczy. Teraz coraz bardziej brakowało mi tlenu i nie wiedziałam czy zdołam wypłynąć na powierzchnię. Płynęłam szybko jak tylko mogłam ,ale zdawało mi się,że jestem w jednym i tym samym miejscu. Światło ani się nie przybliżało ,ani nie oddalało mimo siły ,jaką wkładałam w ruchy rękami i nogami.
Zaczęłam tonąć. Tonąć i krzyczeć. Pod wodą.
*Jurij*
Siedziałem właśnie przy jej łóżku i trzymałem bladą rękę. Jej serce biło coraz wolniej ,a lekarze ciągle powtarzali że to rychły koniec.Ale ja im nie wierzę, to nie koniec!
Minął rok i około 5 miesięcy od feralnego upadku na torze.
Patrzyłem przez okno. Widać było słońce nieśmiało wyglądające zza budynków.
Włosy Victorii już niemalże prawie odrosły do poprzedniej długości. Mimo śpiączki ,z dnia na dzień były coraz dłuższe. Ale jej twarz ani na chwilę nie zmieniła koloru. Ciągle blada ,sina. Zimna.
W pewnym momencie usłyszałem donośmy krzyk praktycznie prosto do mojego ucha. I w tym momencie ręka Victorii puściła moją ,a ja spadłem z krzesełka. Spojrzałem na poduszkę ,na której nikogo nie było. Victoria siedziała właśnie na łóżku i głośno oddychała.
-Victoria!-krzyknąłem-Victoria!-rzuciłem się na nią i przytuliłem.-Zawału bym przez Ciebie dostał!
-Jurij?-zapytała-Co się działo? Jaki dzisiaj jest dzień...
-14 lipca.
-Roku?
-2015.
-Jak to ?!-spytała ze wzrokiem wpatrzonym w ścianę.
-Byłaś w śpiączce ponad rok.-odpowiedziałem- Poczekaj ,zawołam lekarza. Nigdzie się nie ruszaj.
-Zabawne.
Pobiegłem po lekarza. Z początku myślał ,że mam coś z mózgiem. Że cała ta rozpacz poprzestawiała mi coś i jestem nienormalny. Ale poszedł ,zobaczył ,odwołał. W końcu od głupich to nie do mnie!
-Ale jak to możliwe ... że usiadłaś?
-Tonęłam-odpowiedziała-Przestraszyłam się ,zaczęłam krzyczeć i obudziłam się tu...
-Twój kręgosłup się sam zregenerował ,co jest naprawdę bardzo rzadkie. Możesz ruszać nogami?-zapytał i podszedł do dziewczyny łapiąc jej nogę-Czujesz coś?
-Nie-powiedziała z przerażeniem w oczach-Nie czuję nóg!-krzyknęła a z jej oczu popłynęły łzy.
-Tak jak myślałem... Spróbuj się położyć.
-Nie mogę.
-Nie rozumiem...to musiał być jakiś odruch ,nad którym nie miałaś panowania.-mówił ,a w jej oczach pojawiało się coraz więcej łez-Musisz przejść rehabilitacje... To czy będziesz chodzić zależy już od samej Ciebie...
Jakiś tydzień później Victoria została wypisana. Odwiozłem ją do mieszkania ,które wynająłem i usadowiłem w salonie z widokiem na morze. Była zła. Nie mogła chodzić ,ruszać się. Wszystko zależało od niej i to chyba ją najbardziej bolało. Bała się,że ulegnie ,że nie da rady. Jej złoty medal wisiał już w jej pokoju w USA ,do którego wraca za kilka dni.
-Victoria-przykląkłem przy niej-Daj mi sobie pomóc.Wierzę w Ciebie. Dasz radę.Jesteś silna! Właśnie dlatego Cię kocham ,rozumiesz?!-powiedziałem a po chwili pocałowałem ją. Nie odepchnęła mnie ani nic z tych spaw ,a delikatnie położyła ręce na mojej twarzy jednocześnie swoje palce wkładając z moje włosy.
Był to chyba najpiękniejszy moment w moim życiu.
Victoria dała zaciągnąć się na rehabilitacje do najlepszego rehabilitanta na świecie i razem przeprowadziliśmy się do Londynu. Chciała ,żeby przyleciał tu jej ojciec ,lecz on sam powiedział że najlepiej zajmę się nią ja.
Mimo zapowiedzi lekarza ,wzlotów i upadków ,po roku zaczęła stawiać ,,pierwsze'' kroki. Coraz częściej zamiast na wózku poruszała się o kulach. Najważniejsze było to ,że powróciło jej czucie. Dokładnie 24 grudnia 2016 roku się jej oświadczyłem. Oświadczyny przyjęła z wielką radością i to w tym momencie sama z siebie postawiła kroki. Bez kuli ,poręczy czy kogoś innego. W lato 2017 wzięliśmy ślub ,a Victoria już samodzielnie chodziła. To był cud!
9 miesięcy później urodził nam się syn ,a dziewczyna spierała się ,żeby nazwać go David. Kilka lat po Davidzie na świat przyszła piękna córeczka - Lilly. Byliśmy szczęśliwą rodziną mieszkającą w Nowym Jorku.
Tak po prostu.
Czy można wymarzyć sobie coś innego?
KONIEC
___________________________
Taaaaaaaaaki sielankowy koniec ,taki. Był równiutki tydzień? Czy krzywiutki? Bo mi się już te godziny pomyliły. Rozdział dodawany w tak nietypowych warunkach ,że nie zrozumie tego nikt. Nikt.
Od jutra (w cholerę na umilenie tych poniedziałków mimo ,że wakacje już dawno;-;) albo od dzisiaj(tak jasne) pojawi się nowy rozdział na nowym opowiadaniu O TUTAJ .
Dobranoc/do widzenia/ dzień dobry
Zaczęłam tonąć. Tonąć i krzyczeć. Pod wodą.
*Jurij*
Siedziałem właśnie przy jej łóżku i trzymałem bladą rękę. Jej serce biło coraz wolniej ,a lekarze ciągle powtarzali że to rychły koniec.Ale ja im nie wierzę, to nie koniec!
Minął rok i około 5 miesięcy od feralnego upadku na torze.
Patrzyłem przez okno. Widać było słońce nieśmiało wyglądające zza budynków.
Włosy Victorii już niemalże prawie odrosły do poprzedniej długości. Mimo śpiączki ,z dnia na dzień były coraz dłuższe. Ale jej twarz ani na chwilę nie zmieniła koloru. Ciągle blada ,sina. Zimna.
W pewnym momencie usłyszałem donośmy krzyk praktycznie prosto do mojego ucha. I w tym momencie ręka Victorii puściła moją ,a ja spadłem z krzesełka. Spojrzałem na poduszkę ,na której nikogo nie było. Victoria siedziała właśnie na łóżku i głośno oddychała.
-Victoria!-krzyknąłem-Victoria!-rzuciłem się na nią i przytuliłem.-Zawału bym przez Ciebie dostał!
-Jurij?-zapytała-Co się działo? Jaki dzisiaj jest dzień...
-14 lipca.
-Roku?
-2015.
-Jak to ?!-spytała ze wzrokiem wpatrzonym w ścianę.
-Byłaś w śpiączce ponad rok.-odpowiedziałem- Poczekaj ,zawołam lekarza. Nigdzie się nie ruszaj.
-Zabawne.
Pobiegłem po lekarza. Z początku myślał ,że mam coś z mózgiem. Że cała ta rozpacz poprzestawiała mi coś i jestem nienormalny. Ale poszedł ,zobaczył ,odwołał. W końcu od głupich to nie do mnie!
-Ale jak to możliwe ... że usiadłaś?
-Tonęłam-odpowiedziała-Przestraszyłam się ,zaczęłam krzyczeć i obudziłam się tu...
-Twój kręgosłup się sam zregenerował ,co jest naprawdę bardzo rzadkie. Możesz ruszać nogami?-zapytał i podszedł do dziewczyny łapiąc jej nogę-Czujesz coś?
-Nie-powiedziała z przerażeniem w oczach-Nie czuję nóg!-krzyknęła a z jej oczu popłynęły łzy.
-Tak jak myślałem... Spróbuj się położyć.
-Nie mogę.
-Nie rozumiem...to musiał być jakiś odruch ,nad którym nie miałaś panowania.-mówił ,a w jej oczach pojawiało się coraz więcej łez-Musisz przejść rehabilitacje... To czy będziesz chodzić zależy już od samej Ciebie...
Jakiś tydzień później Victoria została wypisana. Odwiozłem ją do mieszkania ,które wynająłem i usadowiłem w salonie z widokiem na morze. Była zła. Nie mogła chodzić ,ruszać się. Wszystko zależało od niej i to chyba ją najbardziej bolało. Bała się,że ulegnie ,że nie da rady. Jej złoty medal wisiał już w jej pokoju w USA ,do którego wraca za kilka dni.
-Victoria-przykląkłem przy niej-Daj mi sobie pomóc.Wierzę w Ciebie. Dasz radę.Jesteś silna! Właśnie dlatego Cię kocham ,rozumiesz?!-powiedziałem a po chwili pocałowałem ją. Nie odepchnęła mnie ani nic z tych spaw ,a delikatnie położyła ręce na mojej twarzy jednocześnie swoje palce wkładając z moje włosy.
Był to chyba najpiękniejszy moment w moim życiu.
Victoria dała zaciągnąć się na rehabilitacje do najlepszego rehabilitanta na świecie i razem przeprowadziliśmy się do Londynu. Chciała ,żeby przyleciał tu jej ojciec ,lecz on sam powiedział że najlepiej zajmę się nią ja.
Mimo zapowiedzi lekarza ,wzlotów i upadków ,po roku zaczęła stawiać ,,pierwsze'' kroki. Coraz częściej zamiast na wózku poruszała się o kulach. Najważniejsze było to ,że powróciło jej czucie. Dokładnie 24 grudnia 2016 roku się jej oświadczyłem. Oświadczyny przyjęła z wielką radością i to w tym momencie sama z siebie postawiła kroki. Bez kuli ,poręczy czy kogoś innego. W lato 2017 wzięliśmy ślub ,a Victoria już samodzielnie chodziła. To był cud!
9 miesięcy później urodził nam się syn ,a dziewczyna spierała się ,żeby nazwać go David. Kilka lat po Davidzie na świat przyszła piękna córeczka - Lilly. Byliśmy szczęśliwą rodziną mieszkającą w Nowym Jorku.
Tak po prostu.
Czy można wymarzyć sobie coś innego?
KONIEC
___________________________
Taaaaaaaaaki sielankowy koniec ,taki. Był równiutki tydzień? Czy krzywiutki? Bo mi się już te godziny pomyliły. Rozdział dodawany w tak nietypowych warunkach ,że nie zrozumie tego nikt. Nikt.
Od jutra (w cholerę na umilenie tych poniedziałków mimo ,że wakacje już dawno;-;) albo od dzisiaj(tak jasne) pojawi się nowy rozdział na nowym opowiadaniu O TUTAJ .
Dobranoc/do widzenia/ dzień dobry
niedziela, 15 czerwca 2014
8.Po prostu już nigdy nie poznam nikogo takiego jak ona...
-Niestety ,ale nie udało się uratować jej sprawności fizycznej. Victoria prawdopodobnie nigdy nie ustanie na własnych nogach i będzie osobą niepełnosprawną. Lecz we wszystko można przecież wierzyć... Operacja zakończyła się powodzeniem ,krwiak został usunięty ,serce bije w ustabilizowanym tempie. Ale nadal ma problemy z oddychaniem ,przez co musi być podłączona do aparatury. Możecie do niej wejść ,ale jest utrzymywana w stanie śpiączki farmakologicznej. I to jest to ,o czym chcę wam powiedzieć. To wszystko jest dobrze ,nawet bardzo. Ale śpiączka może trwać i trwać. Pacjentka może się z niej obudzić za rok ,dwa. Może się nigdy nie obudzić ,a może nawet jutro... Ale bądźmy dobrej myśli-powiedział i razem z Gregorem wyszliśmy z gabinetu.
Ustaliśmy na korytarzu i czekaliśmy na lekarza ,który ma zaprowadzić nas do Victorii.
Bałem się. Cholernie bałem się tego ,że nigdy już z nią nie porozmawiam ,nie zobaczę jej przepięknego uśmiechu i nie posłucham jej głosu. Nie doznam już jej poczucia humoru i po prostu już nigdy nie poznam nikogo takiego jak ona...
Po chwili weszliśmy do pomieszczenia ,w którym leżała tylko Victoria. W tle słychać było dźwięk aparatury ,rytm bicia jej serca.
Leżała na szpitalnym łóżku ,a ręce miała ułożone wzdłuż ciała.Na głowie miała biały bandaż ,który zasłaniał teraz jedynie gołą głowę z blizną po operacji. Była blada ,a jej usta ,przez które przechodziła rurka do oddychania -niemalże niebieskie. Powieki były równie sine jak i usta.
Ale dla mnie nadal była najpiękniejszą kobietą na świecie. Mimo feralnego stanu w jakim się właśnie znajdowała ,i tak była najpiękniejsza i po prostu nie mogłem oderwać od niej wzroku. Mimo ,że po chwili całkowicie jej nie widziałem ,bo łzy coraz bardziej napierały.
Ale nie -będę silny. Dla niej.
*5 miesięcy później*
Minęło 5 miesięcy. Za oknem zamiast zimowego wiatru i szarugi ,gościło piękne słońce i upalne temperatury.Teraz w Soczi byli już tylko turyści i mieszkańcy. Sezon dla mnie skończył się praktycznie wraz z przylotem do Victorii. Nie potrafiłem skakać ,nie potrafiłem nawet normalnie funkcjonować.
Był tu ojciec Victorii i jej przyjaciele. Chcieli nawet przeprowadzić się na jakiś czas ,żeby być bliżej dziewczyny. Ostatecznie z bólem serca stwierdzili ,że oni są tu niepotrzebni.
5 miesięcy temu ją poznałem. Była wesołą ,zabawną dziewczyną z Ameryki ,która swoim stylem zjazdu chce zaimponować światu. To się jej przecież udało. Ma to ,,Olimpijskie Złoto'' ,ale co jej z tego? Ryzykowała życie i nadal nie wiadomo ,czy to się dobrze skończy.
Codziennie przychodziłem do niej do szpitala. Czasami tylko musiałem pozałatwiać jakieś sprawy w ojczyźnie. Pieniędzy mam wystarczająco dużo. Wynajmuje tu mieszkanie ,ale i tak częściej bywam w szpitalu.
Po prostu siadam przy jej łóżku i opowiadam różne historie... Wyniki skoków ,anegdoty z życia skoczków. Gdy przyjechała Lindsey i zobaczyła ją w takim stanie w jakim była ,to siedziała przy jej łóżku i płakała. Włosy powoli zaczęły odrastać ,a Jamie sprezentowała jej jedną w swoim rodzaju chustkę zakrywającą głowę.
Mijały miesiące ,a moja więź z nią stawała się coraz silniejsza.
*Victoria*
Od rana chodziłam zniecierpliwiona po domu. Nie mogłam ustać w miejscu ,ręce trzęsły się przy najmniejszej czynności.
-Mamo ,wychodzę pograć w piłkę z chłopakami-krzyknął David.
-Dobrze ,ale wróć przed 20 ,bo musimy porozmawiać.
-Będę,spokojnie.
-No mam nadzieję -zaśmiałam się i schodami weszłam na drugie piętro. Zajrzałam do pokoju córki. Siedziała i bawiła się lalkami ,które dostawała od wujka Gregora. Bo ,jak to ona mówi ,,na świecie nie ma nikogo bardziej kochanego od wujaszka Gregorka''. Przekupił ją dziad. Lalkami.
-Co tam robisz?-zapytałam i wzięłam jedną lalkę w rękę.
-Bawię się w dom. Kiedy wróci tatuś?
-Za chwilę.Jest w pracy ,ale już wraca-odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do córki.
Była małą, szczupłą blondynką o dużych ,błękitnych oczach. Jurij zawsze powtarzał, że ona jest taka piękna po nim. Gdy Gregor to usłyszał ,zaczął tarzać się po podłodze i krzyczeć,że ze śmiechu dostał kolki.
Jurij z udawanym naburmuszeniem siedział wtedy na kanapie obok mnie i w geście zdenerwowania złożył ręce na klatce piersiowej i powtarzał ,że on z takich rzezy to by się nie śmiał.
Bo to w końcu poważny biznesmen jest ,czyż nie?
-A kiedy pojedziemy do kraju taty?-zapytała-Bo chcę zobaczyć te góry o których tyle opowiedział-wstała i ze śmiechem rzuciła mi się na kolana.
-Niedługo pojedziemy ,obiecuję -odpowiedziałam i cmoknęłam ją w policzek po czym mocno przytuliłam.
Chwilę później usłyszałam otwieranie drzwi i dźwięk zdejmowanej kurtki.
-Kochanie ,wróciłem-powiedział.
-Już do Ciebie idę-odparłam i zdjęłam Lilly z kolan. Poprawiłam koszulę i zeszłam po schodach.
Dopiero chwilę później zdałam sobie sprawę ,że to nie on. To nie mój Jurij. Głos był jak najbardziej jego... Ale to nie był Jurij!
To Michael...
-Co ty tu robisz?
-Takie pytanie do swojego męża?-zapytał.
-Do jakiego męża?-krzyknęłam i wbiegłam po schodach na górę do pokoju córki.
Jedyna osoba ,jaka tam była ,to długowłosa blondynka o jasnych ,niebieskich oczach. Takich samych oczach ,jakie miał Michael.
-Mamo...-powiedziała dziewczynka-Dlaczego krzyczysz na tatę?
-Co tu się dzieje?!-zapytałam sama siebie.
Wybiegłam na korytarz ,a widokiem z mojego okna nie był już Nowojorskie wieżowce w centrum Manhattanu,a Ocean i Long Island.
Poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam Michaela ,a za nim stał chłopiec dokładnie tego samego wzrostu i ubioru co mój David. Ale to nie był mój David. Był odwzorowaniem Michaela.
Zupełnie jak w jakimś horrorze zaczęli iść w moją stronę.
-Musimy to zakończyć-powiedział Michael.
-Myślałam ,że już dasz mi spokój!-krzyknęłam zalana łzami.-Przecież masz żonę!
-Tak ,Ciebie.-powiedział i zaczął prowadzić mnie na balkon.-Musimy to zakończyć-powtórzył.
-Jurij!-krzyknęłam-Jurij! Pomóż mi!
-On Ci już nie pomoże-odpowiedział i złapał nie za dłonie.
Poczułam zimny wiatr na plecach i usłyszałam jeżdżące 22 piętra niżej samochody. Spojrzałam na Michaela ,a po chwili poczułam popchnięcie i po prostu zaczęłam spadać.
____________________
Nieeeee! Hiszpanio ,moja Hiszpanio! Tak po dupie dostać?
Ale wierzymy ,wierzymy.
Jak już pisałam ,jest to koniec tej historii. Jeszcze Epilog ,który obiecuję (aahha ,ja i moje obietnice) dodać za równiutki tydzień :> Nie równiutki ... Może krzywiutki :>
Szkoda mi rozstawać się z tą historią. Ale później ruszam z http://jedna-chwila-one-moment.blogspot.com/ :>
Wakacje ,ach wakacje. Nareszcie! 3 miesiące laby ,heeeeeeeej!
Ustaliśmy na korytarzu i czekaliśmy na lekarza ,który ma zaprowadzić nas do Victorii.
Bałem się. Cholernie bałem się tego ,że nigdy już z nią nie porozmawiam ,nie zobaczę jej przepięknego uśmiechu i nie posłucham jej głosu. Nie doznam już jej poczucia humoru i po prostu już nigdy nie poznam nikogo takiego jak ona...
Po chwili weszliśmy do pomieszczenia ,w którym leżała tylko Victoria. W tle słychać było dźwięk aparatury ,rytm bicia jej serca.
Leżała na szpitalnym łóżku ,a ręce miała ułożone wzdłuż ciała.Na głowie miała biały bandaż ,który zasłaniał teraz jedynie gołą głowę z blizną po operacji. Była blada ,a jej usta ,przez które przechodziła rurka do oddychania -niemalże niebieskie. Powieki były równie sine jak i usta.
Ale dla mnie nadal była najpiękniejszą kobietą na świecie. Mimo feralnego stanu w jakim się właśnie znajdowała ,i tak była najpiękniejsza i po prostu nie mogłem oderwać od niej wzroku. Mimo ,że po chwili całkowicie jej nie widziałem ,bo łzy coraz bardziej napierały.
Ale nie -będę silny. Dla niej.
*5 miesięcy później*
Minęło 5 miesięcy. Za oknem zamiast zimowego wiatru i szarugi ,gościło piękne słońce i upalne temperatury.Teraz w Soczi byli już tylko turyści i mieszkańcy. Sezon dla mnie skończył się praktycznie wraz z przylotem do Victorii. Nie potrafiłem skakać ,nie potrafiłem nawet normalnie funkcjonować.
Był tu ojciec Victorii i jej przyjaciele. Chcieli nawet przeprowadzić się na jakiś czas ,żeby być bliżej dziewczyny. Ostatecznie z bólem serca stwierdzili ,że oni są tu niepotrzebni.
5 miesięcy temu ją poznałem. Była wesołą ,zabawną dziewczyną z Ameryki ,która swoim stylem zjazdu chce zaimponować światu. To się jej przecież udało. Ma to ,,Olimpijskie Złoto'' ,ale co jej z tego? Ryzykowała życie i nadal nie wiadomo ,czy to się dobrze skończy.
Codziennie przychodziłem do niej do szpitala. Czasami tylko musiałem pozałatwiać jakieś sprawy w ojczyźnie. Pieniędzy mam wystarczająco dużo. Wynajmuje tu mieszkanie ,ale i tak częściej bywam w szpitalu.
Po prostu siadam przy jej łóżku i opowiadam różne historie... Wyniki skoków ,anegdoty z życia skoczków. Gdy przyjechała Lindsey i zobaczyła ją w takim stanie w jakim była ,to siedziała przy jej łóżku i płakała. Włosy powoli zaczęły odrastać ,a Jamie sprezentowała jej jedną w swoim rodzaju chustkę zakrywającą głowę.
Mijały miesiące ,a moja więź z nią stawała się coraz silniejsza.
*Victoria*
Od rana chodziłam zniecierpliwiona po domu. Nie mogłam ustać w miejscu ,ręce trzęsły się przy najmniejszej czynności.
-Mamo ,wychodzę pograć w piłkę z chłopakami-krzyknął David.
-Dobrze ,ale wróć przed 20 ,bo musimy porozmawiać.
-Będę,spokojnie.
-No mam nadzieję -zaśmiałam się i schodami weszłam na drugie piętro. Zajrzałam do pokoju córki. Siedziała i bawiła się lalkami ,które dostawała od wujka Gregora. Bo ,jak to ona mówi ,,na świecie nie ma nikogo bardziej kochanego od wujaszka Gregorka''. Przekupił ją dziad. Lalkami.
-Co tam robisz?-zapytałam i wzięłam jedną lalkę w rękę.
-Bawię się w dom. Kiedy wróci tatuś?
-Za chwilę.Jest w pracy ,ale już wraca-odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do córki.
Była małą, szczupłą blondynką o dużych ,błękitnych oczach. Jurij zawsze powtarzał, że ona jest taka piękna po nim. Gdy Gregor to usłyszał ,zaczął tarzać się po podłodze i krzyczeć,że ze śmiechu dostał kolki.
Jurij z udawanym naburmuszeniem siedział wtedy na kanapie obok mnie i w geście zdenerwowania złożył ręce na klatce piersiowej i powtarzał ,że on z takich rzezy to by się nie śmiał.
Bo to w końcu poważny biznesmen jest ,czyż nie?
-A kiedy pojedziemy do kraju taty?-zapytała-Bo chcę zobaczyć te góry o których tyle opowiedział-wstała i ze śmiechem rzuciła mi się na kolana.
-Niedługo pojedziemy ,obiecuję -odpowiedziałam i cmoknęłam ją w policzek po czym mocno przytuliłam.
Chwilę później usłyszałam otwieranie drzwi i dźwięk zdejmowanej kurtki.
-Kochanie ,wróciłem-powiedział.
-Już do Ciebie idę-odparłam i zdjęłam Lilly z kolan. Poprawiłam koszulę i zeszłam po schodach.
Dopiero chwilę później zdałam sobie sprawę ,że to nie on. To nie mój Jurij. Głos był jak najbardziej jego... Ale to nie był Jurij!
To Michael...
-Co ty tu robisz?
-Takie pytanie do swojego męża?-zapytał.
-Do jakiego męża?-krzyknęłam i wbiegłam po schodach na górę do pokoju córki.
Jedyna osoba ,jaka tam była ,to długowłosa blondynka o jasnych ,niebieskich oczach. Takich samych oczach ,jakie miał Michael.
-Mamo...-powiedziała dziewczynka-Dlaczego krzyczysz na tatę?
-Co tu się dzieje?!-zapytałam sama siebie.
Wybiegłam na korytarz ,a widokiem z mojego okna nie był już Nowojorskie wieżowce w centrum Manhattanu,a Ocean i Long Island.
Poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam Michaela ,a za nim stał chłopiec dokładnie tego samego wzrostu i ubioru co mój David. Ale to nie był mój David. Był odwzorowaniem Michaela.
Zupełnie jak w jakimś horrorze zaczęli iść w moją stronę.
-Musimy to zakończyć-powiedział Michael.
-Myślałam ,że już dasz mi spokój!-krzyknęłam zalana łzami.-Przecież masz żonę!
-Tak ,Ciebie.-powiedział i zaczął prowadzić mnie na balkon.-Musimy to zakończyć-powtórzył.
-Jurij!-krzyknęłam-Jurij! Pomóż mi!
-On Ci już nie pomoże-odpowiedział i złapał nie za dłonie.
Poczułam zimny wiatr na plecach i usłyszałam jeżdżące 22 piętra niżej samochody. Spojrzałam na Michaela ,a po chwili poczułam popchnięcie i po prostu zaczęłam spadać.
____________________
Nieeeee! Hiszpanio ,moja Hiszpanio! Tak po dupie dostać?
Ale wierzymy ,wierzymy.
Jak już pisałam ,jest to koniec tej historii. Jeszcze Epilog ,który obiecuję (aahha ,ja i moje obietnice) dodać za równiutki tydzień :> Nie równiutki ... Może krzywiutki :>
Szkoda mi rozstawać się z tą historią. Ale później ruszam z http://jedna-chwila-one-moment.blogspot.com/ :>
Wakacje ,ach wakacje. Nareszcie! 3 miesiące laby ,heeeeeeeej!
niedziela, 8 czerwca 2014
7.Kocham ją ,nie pozwolę jej odejść i nie ważne co mówią lekarze!
,,Dear lord when I get to heaven
Please let me bring my man
When he comes tell me that you let him in
Father tell me if you can''
~Lana Del Rey ..Young and beautiful''
*Jurij*
Komentator zawodów powiedział tylko ,,Oh,to chyba coś poważnego.Co nie zmienia faktów ,że to ona wygrała*''
Złapałem się za głowę i patrzyłem w ekran z niedowierzaniem. Podjechała karetka ,wnieśli ją na nosze i wsadzili do środka. Nie ruszała się.
W tej chwil uświadomiłem sobie jak bardzo ją kocham. Złapałem za telefon ,wezwałem taksówkę. Spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyłem na lotnisko.
*Gregor*
Nie miałem pojęcia co się dzieje. Wbiegłem na tor i błagałem niemalże na kolanach o pozwolenie na pojechanie razem z nimi. W końcu się zgodzili ,bo uświadomiłem im ,że jestem tu jedyną praktycznie osobą ,która ma ,,wolne'' ze względu na problemy z kolanem. Dziewczyny musiały zostać na torze i dokończyć zawody.
Po niecałej minucie byliśmy na miejscu. Od razu zabrali ją na salę operacyjną. Usiadłem w poczekalni i czekałem na jakąkolwiek informacje.
Minuty mijały coraz wolniej ,3 godziny później siedziałem niemalże śpiąc i przekręcając plastikowy kubek kawy.
-Wiadomo coś o dziewczynie ,którą przywieźli tutaj z toru?-zapytałem przechodzącego obok lekarza.
-Pan jest z rodziny?-zatrzymał się przy mnie.
-Nie..ale jej najbliższa rodzina jest w Ameryce ,ma tylko ojca ,który nie może tu przylecieć...Ona ma tylko mnie.
-No więc dobrze... proszę niech pan pójdzie za mną do gabinetu-powiedział i poszedł dalej brązowym korytarzem obłożonym panelami w różnych odcieniach brązu.Ułożył na biurko dokumenty i westchnął-Nie będę kłamać. Jest źle ,bardzo źle. Jej stan w momencie przywiezienie oceniono jako krytyczny. Ma prawdopodobnie wylew śródmózgowy oraz połamany kręgosłup. Nawet jeżeli ją uratujemy...to może stracić całkowicie pamięć i możliwość poruszania się o własnych siłach.
Poczułem łzy spływające po mojej twarzy. Znam ją krótko ,ale jest dla mnie jak siostra! I w każdej chwili mogę ją po prostu stracić.
-Ale jesteśmy dobrej myśli. Liczy się przecież życie... -dokończył.
*Kilka godzin później*
Siedziałem w tej cholernej poczekalni ,na tym cholernym korytarzu i czekałem na cud. Po prostu czekałem na ten cud! Bo nie widzę innego rozwiązania ,po prostu nie widzę!
Ona przeżyje. Jeszcze zdobędzie niejeden medal!
-Gregor!-usłyszałem za sobą znajomy głos.
-Co ty tu robisz ,Jurij?-zapytałem zdezorientowany. Powinien teraz szykować się do konkursu.
-Jak tylko usłyszałem o tym wszystkim natychmiast postanowiłem tu przyjechać. Na początku ochrona szpitala nie chciała mnie tutaj wpuścić ,ale udało mi się ich ubłagać. A co z Victorią?-zapytał.
Moja mina zrzedła.Zrobiłem się blady ,a fala zimna przepłynęła przez moje ciało. Nic nie odpowiedziałem ,tylko patrzyłem się na Tepes'a
-Gregor,co jest?-kontynuował zniecierpliwiony.-Gregor odpowiedz mi do cholery!-potrząsnął moimi ramionami.
-Po prostu...-zacząłem-Nie będę Cię okłamywać. Ona może umrzeć.
-Nie .. to jest niemoż...
-Jurij-przerwałem mu-Ona ma wylew i połamany kręgosłup. Jej stan jest krytyczny ,jak ją uratują to jest nikła szansa na to ,że kiedykolwiek postawi samodzielne kroki.To nie są żarty ,to nie sen. Teraz trzeba czekać tylko na cud..
-Już wolę,żeby była kaleką niż nie było jej w ogóle!-niemalże krzyczał-Kocham ją ,nie pozwolę jej odejść i nie ważne co mówią lekarze!
-Jurij ,uspokój się-powiedziałem ,a z moich oczu wypłynęły łzy-Wiem ,że najważniejsze jest to ,żeby przeżyła.I przeżyje ,zobaczysz. On musi przeżyć-opadłem na krzesełko i schowałem twarz w dłonie.
Kolejne godziny mijały ,naliczyłem ich chyba z 11. Żaden lekarz nie wyszedł z sali operacyjnej i nikt nam nic nie powiedział.
Czułem się jak nicość. Nicość w jakiejś pieprzonej otchłani kosmicznej ,która nic nie wie i niczego nie jest pewna.
*Camille*
Siedziałam przed telewizorem w domu Victorii. Zrobiłam zakupy dla pana Hower. Gdy weszłam do mieszkania ,siedział w fotelu i grał na PS3 ,które Victoria kupiła za zwycięstwo w Pucharze Ameryki. Przywitałam się z moim ulubionym kociakiem ,którego Victoria miała od 14 roku życia. Dziwnie się zachowywał ,nie tak jak zawsze. Leżał i nie cieszył się na niczyj widok ,a gdy podeszłam żeby go pogłaskać ,to jak nigdy zamiast gryźć wstał i spojrzał na mnie swoimi kocimi ,mokrymi oczami. Ostatni raz go pogłaskałam i odeszłam do kuchni ,w celu rozpakowania wszystkich produktów spożywczych.
-Ja na chwilę wyskoczę do znajomego z 20 piętra. Muszę coś załatwić-ojciec Tori wstał z miejsca ,wyłączył PS3 ,a na ekranie zamiast gry pojawił się program z wiadomościami.
Rozpakowywałam dalej ,jednocześnie wsłuchując się w to ,co mówi nasz poranny dziennikarz.
Usłyszałam nazwisko ,,Hower'' i od razu rzuciłam się na fotel przed telewizorem. Ale zamiast tylko dobrych wiadomości o złocie jakie zdobyła ,widoczne były ujęcia upadającej zawodniczki. Z początku miałam nadzieję ,że to nie ona. Lecz tak strasznie się myliłam. To Victoria.
Miała wypadek.
Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do Matt'a.
-Słyszałeś?-zapytałam ze łzami w oczach-Matt?
-Ale o czym?-powiedział zaspanym głosem.
-Victoria miała wypadek. Leży w szpitalu!
*Jurij*
Nareszcie lekarze zaczęli wychodzić z sali operacyjnej. Poderwaliśmy się z siedzenia i zaczęliśmy wypytywać o Victorię. Jeden lekarz się przy nas zatrzymał.
-Gregor ,pamiętasz co mówiłem?-zapytał-To twój przyjaciel?-Gregor pokiwał głową na znak potwierdzenia-Wejdźcie do mojego gabinetu-powiedział i skierował się do białych drzwi z numerkiem 12 i napisem ,,Ordynator''.Udał się do swojej łazienki i zdjął operacyjny fartuch ,który był jeszcze trochę poplamiony krwią. Jej krwią.-Niestety ,ale nie mam dla was dobrych wiadomości. Robiliśmy wszystko co w naszej mocy...
______________________________
TAKIE ZAKOŃCZENIE ,TAKIE!
Laptop znowu mi się rozwalił (odprawa czy nie odprawa)
Jestem zła na pół świata :> Ale niedługo wakacje! I mundial! I ,,woooolny sierpień''! Kto nie kocha wolnego sierpnia?
Wszyscy!
Na szczęście mnie ,,Wolny Sierpień'' omija szerokim łukiem. I niech tak zostanie.
I MUNDIAL! Heeeej! Mundial!
Strefy kibica dookoła ,Anglicy się cieszą. A Polacy?Oczywiście pozostaje kwestia awansu na Mundial 2018 i Euro 2016 i jego braku. Nie.
To w zasadzie przedostatni rozdział. Jeszcze jeden + epilog! I dobranoc! Ale ruszę z opowiadaniem o.. no właśnie. Nie mam pojęcia. Ale ruszę! Nowe opowiadanie startuje od razu po zakończeniu tego!
Please let me bring my man
When he comes tell me that you let him in
Father tell me if you can''
~Lana Del Rey ..Young and beautiful''
*Jurij*
Komentator zawodów powiedział tylko ,,Oh,to chyba coś poważnego.Co nie zmienia faktów ,że to ona wygrała*''
Złapałem się za głowę i patrzyłem w ekran z niedowierzaniem. Podjechała karetka ,wnieśli ją na nosze i wsadzili do środka. Nie ruszała się.
W tej chwil uświadomiłem sobie jak bardzo ją kocham. Złapałem za telefon ,wezwałem taksówkę. Spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyłem na lotnisko.
*Gregor*
Nie miałem pojęcia co się dzieje. Wbiegłem na tor i błagałem niemalże na kolanach o pozwolenie na pojechanie razem z nimi. W końcu się zgodzili ,bo uświadomiłem im ,że jestem tu jedyną praktycznie osobą ,która ma ,,wolne'' ze względu na problemy z kolanem. Dziewczyny musiały zostać na torze i dokończyć zawody.
Po niecałej minucie byliśmy na miejscu. Od razu zabrali ją na salę operacyjną. Usiadłem w poczekalni i czekałem na jakąkolwiek informacje.
Minuty mijały coraz wolniej ,3 godziny później siedziałem niemalże śpiąc i przekręcając plastikowy kubek kawy.
-Wiadomo coś o dziewczynie ,którą przywieźli tutaj z toru?-zapytałem przechodzącego obok lekarza.
-Pan jest z rodziny?-zatrzymał się przy mnie.
-Nie..ale jej najbliższa rodzina jest w Ameryce ,ma tylko ojca ,który nie może tu przylecieć...Ona ma tylko mnie.
-No więc dobrze... proszę niech pan pójdzie za mną do gabinetu-powiedział i poszedł dalej brązowym korytarzem obłożonym panelami w różnych odcieniach brązu.Ułożył na biurko dokumenty i westchnął-Nie będę kłamać. Jest źle ,bardzo źle. Jej stan w momencie przywiezienie oceniono jako krytyczny. Ma prawdopodobnie wylew śródmózgowy oraz połamany kręgosłup. Nawet jeżeli ją uratujemy...to może stracić całkowicie pamięć i możliwość poruszania się o własnych siłach.
Poczułem łzy spływające po mojej twarzy. Znam ją krótko ,ale jest dla mnie jak siostra! I w każdej chwili mogę ją po prostu stracić.
-Ale jesteśmy dobrej myśli. Liczy się przecież życie... -dokończył.
*Kilka godzin później*
Siedziałem w tej cholernej poczekalni ,na tym cholernym korytarzu i czekałem na cud. Po prostu czekałem na ten cud! Bo nie widzę innego rozwiązania ,po prostu nie widzę!
Ona przeżyje. Jeszcze zdobędzie niejeden medal!
-Gregor!-usłyszałem za sobą znajomy głos.
-Co ty tu robisz ,Jurij?-zapytałem zdezorientowany. Powinien teraz szykować się do konkursu.
-Jak tylko usłyszałem o tym wszystkim natychmiast postanowiłem tu przyjechać. Na początku ochrona szpitala nie chciała mnie tutaj wpuścić ,ale udało mi się ich ubłagać. A co z Victorią?-zapytał.
Moja mina zrzedła.Zrobiłem się blady ,a fala zimna przepłynęła przez moje ciało. Nic nie odpowiedziałem ,tylko patrzyłem się na Tepes'a
-Gregor,co jest?-kontynuował zniecierpliwiony.-Gregor odpowiedz mi do cholery!-potrząsnął moimi ramionami.
-Po prostu...-zacząłem-Nie będę Cię okłamywać. Ona może umrzeć.
-Nie .. to jest niemoż...
-Jurij-przerwałem mu-Ona ma wylew i połamany kręgosłup. Jej stan jest krytyczny ,jak ją uratują to jest nikła szansa na to ,że kiedykolwiek postawi samodzielne kroki.To nie są żarty ,to nie sen. Teraz trzeba czekać tylko na cud..
-Już wolę,żeby była kaleką niż nie było jej w ogóle!-niemalże krzyczał-Kocham ją ,nie pozwolę jej odejść i nie ważne co mówią lekarze!
-Jurij ,uspokój się-powiedziałem ,a z moich oczu wypłynęły łzy-Wiem ,że najważniejsze jest to ,żeby przeżyła.I przeżyje ,zobaczysz. On musi przeżyć-opadłem na krzesełko i schowałem twarz w dłonie.
Kolejne godziny mijały ,naliczyłem ich chyba z 11. Żaden lekarz nie wyszedł z sali operacyjnej i nikt nam nic nie powiedział.
Czułem się jak nicość. Nicość w jakiejś pieprzonej otchłani kosmicznej ,która nic nie wie i niczego nie jest pewna.
*Camille*
Siedziałam przed telewizorem w domu Victorii. Zrobiłam zakupy dla pana Hower. Gdy weszłam do mieszkania ,siedział w fotelu i grał na PS3 ,które Victoria kupiła za zwycięstwo w Pucharze Ameryki. Przywitałam się z moim ulubionym kociakiem ,którego Victoria miała od 14 roku życia. Dziwnie się zachowywał ,nie tak jak zawsze. Leżał i nie cieszył się na niczyj widok ,a gdy podeszłam żeby go pogłaskać ,to jak nigdy zamiast gryźć wstał i spojrzał na mnie swoimi kocimi ,mokrymi oczami. Ostatni raz go pogłaskałam i odeszłam do kuchni ,w celu rozpakowania wszystkich produktów spożywczych.
-Ja na chwilę wyskoczę do znajomego z 20 piętra. Muszę coś załatwić-ojciec Tori wstał z miejsca ,wyłączył PS3 ,a na ekranie zamiast gry pojawił się program z wiadomościami.
Rozpakowywałam dalej ,jednocześnie wsłuchując się w to ,co mówi nasz poranny dziennikarz.
Usłyszałam nazwisko ,,Hower'' i od razu rzuciłam się na fotel przed telewizorem. Ale zamiast tylko dobrych wiadomości o złocie jakie zdobyła ,widoczne były ujęcia upadającej zawodniczki. Z początku miałam nadzieję ,że to nie ona. Lecz tak strasznie się myliłam. To Victoria.
Miała wypadek.
Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do Matt'a.
-Słyszałeś?-zapytałam ze łzami w oczach-Matt?
-Ale o czym?-powiedział zaspanym głosem.
-Victoria miała wypadek. Leży w szpitalu!
*Jurij*
Nareszcie lekarze zaczęli wychodzić z sali operacyjnej. Poderwaliśmy się z siedzenia i zaczęliśmy wypytywać o Victorię. Jeden lekarz się przy nas zatrzymał.
-Gregor ,pamiętasz co mówiłem?-zapytał-To twój przyjaciel?-Gregor pokiwał głową na znak potwierdzenia-Wejdźcie do mojego gabinetu-powiedział i skierował się do białych drzwi z numerkiem 12 i napisem ,,Ordynator''.Udał się do swojej łazienki i zdjął operacyjny fartuch ,który był jeszcze trochę poplamiony krwią. Jej krwią.-Niestety ,ale nie mam dla was dobrych wiadomości. Robiliśmy wszystko co w naszej mocy...
______________________________
TAKIE ZAKOŃCZENIE ,TAKIE!
Laptop znowu mi się rozwalił (odprawa czy nie odprawa)
Jestem zła na pół świata :> Ale niedługo wakacje! I mundial! I ,,woooolny sierpień''! Kto nie kocha wolnego sierpnia?
Wszyscy!
Na szczęście mnie ,,Wolny Sierpień'' omija szerokim łukiem. I niech tak zostanie.
I MUNDIAL! Heeeej! Mundial!
Strefy kibica dookoła ,Anglicy się cieszą. A Polacy?
To w zasadzie przedostatni rozdział. Jeszcze jeden + epilog! I dobranoc! Ale ruszę z opowiadaniem o.. no właśnie. Nie mam pojęcia. Ale ruszę! Nowe opowiadanie startuje od razu po zakończeniu tego!
piątek, 16 maja 2014
6.Jeszcze jego mi tutaj brakowało!
Ocknęłam się dopiero kilka sekund później. Spojrzałam tylko na Niemca i od razu uciekłam w kierunku swojego hotelu. Po drodze słyszałam krzyki Lindsey. Krzyczała pytając się mnie : dokąd zmierzasz ,gdzie idziesz . Gdzie pędzisz gazelo? Quo Vadis?
W sumie to teraz mnie to nie obchodziło.
Po co on mnie pocałował? Nie bolało mnie to ,że mnie pocałował. Bolało mnie to ,że wszystko widział Jurij!
Wbiegłam do hotelu i wpadłam do windy. Pojechałam na swoje piętro i otworzyłam drzwi z naszym numerem. Praktycznie nikogo nie było. Jedni korzystali z biletów i poszli ,,zabawić się'' na skokach ,a inni po prostu śpią.
Zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku. Zaczęłam płakać ,od tak. Po prostu.
Po kilkunastu ,może kilkudziesięciu minutach ktoś zapukał do moich drzwi. Przetarłam oczy i otworzyłam drzwi. Ku mojemu zdziwieniu ,nie stała tam ni Lindsey ,ni Jamie. Był to Gregor. Stary ,poczciwy Gregor! Jeszcze jego mi tutaj brakowało!
-Co tutaj robisz poczciwy Austriaku*?-zapytałam uśmiechając się na sam widok chłopaka.
-Ja przyszedłem sprawdzić ,czy nie skoczyłaś z okna bo Jamie mi kazała ,a że Kofler ją zatrzymał to... A Jamie gdzieś zniknęła i nikt nie wie gdzie jest. Ale co jest najbardziej podejrzane ,nie ma Maćka Kota. Więc tutaj nam się fakty nasuwają na fakty i wychodzi nam równanie -obliczał machając ręką w powietrzu-Z moich obliczeń wynika,że chcesz zabić Andiego ,a Jamie kręci z Kotem!
-Inteligentny. Ale dziwi mnie to ,że przyszedłeś tu w dresie ,zaraz po konkursie i jesteś bardziej ogarnięty niż niejedna dziewczyna po 40 minutach siedzenia w łazience.
-Bo ja jestem taki jedyny w swoim rodzaju. Bierz w ciemno!-zaśmiał się a ja zamknęłam przed nim drzwi. Oczywiście z uśmiechem na ustach ,na niego nie można się gniewać!
Otworzył je powtórnie i zamknął za sobą. Usiadł obok mnie na łóżku i spojrzał się w okno.
-Powiedz mi jedną rzecz-nabrał powagi-Nie kochasz Andiego ,prawda?
-Gregor...
-Ale odpowiedz.Mi teraz możesz powiedzieć wszystko. Ja takie przyjaciel numer jeden zawsze i na zawsze ,pamiętaj. Więc mów.
-Nie ,nie kocham go. Nawet jeżeli ,to jako przyjaciela..Nie mam pojęcia dlaczego mnie pocałował. A najgorsze jest to ,że ja nic nie czułam. Kompletnie nic. Już więcej czułam ,gdy całował mnie Michael. Może głównie dlatego ,że to ja byłam w nim ślepo zakochana.
-Najważniejsze ,żebyś powiedziała to Wellingerowi. On teraz stoi tam jak ostatni idiota.. no bynajmniej stał. No stał i nie ruszał się z miejsca ,tylko patrzył się w ziemię. A znowu Jurij...
-Jurij co?
-Wiem ,że to on Ci sie podoba. Jurij tylko spojrzał na niego ,rzucił narty na mate i gdzieś poszedł.
-Jakiś ty inteligentny Gregor ,naprawdę!
-Polecam się na przyszłość-uśmiechnął się i wstał. Wstałam zaraz za nim. Spojrzał na mnie i mnie przytulił.-Wszystko będzie dobrze.
*22 luty 2014*
Za chwilę mój pierwszy finałowy zjazd. Jestem cholernie zestresowana.
Skoczków od dawna nie ma ,ale na moje szczęście Gregor postanowił dotrzymać mi towarzystwa.
Co do Andreasa ,to praktycznie wypychana przez Gregora ,musiałam z nim porozmawiać. I porozmawiałam. Wszystko sobie wyjaśniliśmy i zostaliśmy niby przyjaciółmi. Jurij wyjechał bez pożegnania ,Maciek jak to powiedział Wielki Gregorro ,,Rwie Jamie'' . Ze skoczków oczywiście został również Kofler ,razem z Lindsey ,która zdobyła srebro.
Przez te kilka dni praktycznie nic się nie wydarzyło. Zaprzyjaźniłam się z Gregorem ,chodziłam na treningi i pogodziłam się z Wellingerem.W sumie ,to ja nawet się z nim nie pokłóciłam.
Ustawiłam się na linii startu i czekałam na końcowe odliczanie do zjazdu. Gdy rozbrzmiał gwizdem ,ruszyłam i starałam się popełniać jak najmniej błędów.
Po zjeździe zjechałam pod dach i czekałam na wyniki razem z Jamie. Miałam ostatni numer startowy ,więc cała kolejka była już za mną. Jamie zdobyła 80,75 ,a ja nadal nie byłam pewna.
-Boże ,byłaś wspaniała!
-Przesadzasz-odpowiedziałam i zsunęłam gogle.
Po chwili ,na tablicy wyświetlającej wynik pojawiły się jakieś liczby. Publiczność jak zawsze dawała o sobie znać ,a ja nareszcie rozczytałam wynik na tablicy. 97,75 ?!
Do końca nie mogłam się otrząsnąć po tym ,co przed chwilą zobaczyłam. Jamie rzuciła się na mnie i zaczęła mówić ,jak to wspaniale. Ja praktycznie się nie ruszyłam. Zupełnie jakby ogarnął mnie pewnego rodzaju paraliż.
Ale przed nami jeszcze drugi zjazd!
Po drugim zjeździe ,Jamie była na pierwszym miejscu z wynikiem 95,25. Została jeszcze Czeszka i ja. Czeszka niestety upadła ,jej kask był w opłakanym stanie ,ale na szczęście nic poważnego się jej nie stało.
Ale jej upadek spowodował coś gorszego -wybił mnie z rytmu. Dłuższa przerwa między przejazdami ,upadek. To wszystko spowodowało ,że zaczęłam się stresować. Moje nogi się trzęsły a serce łomotało jak oszalałe. Ustałam na linii startu i zaczęłam zjeżdżać. Gdy byłam na praktycznie ostatnich ,,dechach'' jak to nazwał pan Gregor ,moja deska się osunęła.
*Jurij*
Nie wiedziałem dlaczego się z nią nie pożegnałem. Miałem strasznie złe przeczucie ,że cholernie się pomyliłem ,że powinienem tam zostać i jej kibicować. W końcu ona nam kibicowała!
Powinienem tam teraz stać obok Gregora i przymierzać jej złoty medal!
Uważnie oglądałem jej zjazdy ,złoty medal miała już praktycznie pewny. Właśnie ruszyła ,ale coś było nie tak. Po upadku Czeszki ,już stąd widziałem jej trzęsące się nogi i bladą twarz. Po założeniu przez nią gogli i spokojnym starcie ,myślałem że wszystko ma pod kontrolą.
Myliłem się ,tak cholernie się myliłem!
______________
*Austriak kojarzy mi sie teraz tylko z :< Ale przepraszam ja ,UK z zadania się wywiązało ,głosowało i o!
Pretensji nie mieć!
Niedługo czerwiec ,niedługo koniec tego opowiadania. Jeszcze ze 2 ,3 rozdziały + epilog i koniec. Ale w sumie może być więcej ,może!
Happy End ,czy może nie? Oto jest pytanie!
W sumie to teraz mnie to nie obchodziło.
Po co on mnie pocałował? Nie bolało mnie to ,że mnie pocałował. Bolało mnie to ,że wszystko widział Jurij!
Wbiegłam do hotelu i wpadłam do windy. Pojechałam na swoje piętro i otworzyłam drzwi z naszym numerem. Praktycznie nikogo nie było. Jedni korzystali z biletów i poszli ,,zabawić się'' na skokach ,a inni po prostu śpią.
Zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku. Zaczęłam płakać ,od tak. Po prostu.
Po kilkunastu ,może kilkudziesięciu minutach ktoś zapukał do moich drzwi. Przetarłam oczy i otworzyłam drzwi. Ku mojemu zdziwieniu ,nie stała tam ni Lindsey ,ni Jamie. Był to Gregor. Stary ,poczciwy Gregor! Jeszcze jego mi tutaj brakowało!
-Co tutaj robisz poczciwy Austriaku*?-zapytałam uśmiechając się na sam widok chłopaka.
-Ja przyszedłem sprawdzić ,czy nie skoczyłaś z okna bo Jamie mi kazała ,a że Kofler ją zatrzymał to... A Jamie gdzieś zniknęła i nikt nie wie gdzie jest. Ale co jest najbardziej podejrzane ,nie ma Maćka Kota. Więc tutaj nam się fakty nasuwają na fakty i wychodzi nam równanie -obliczał machając ręką w powietrzu-Z moich obliczeń wynika,że chcesz zabić Andiego ,a Jamie kręci z Kotem!
-Inteligentny. Ale dziwi mnie to ,że przyszedłeś tu w dresie ,zaraz po konkursie i jesteś bardziej ogarnięty niż niejedna dziewczyna po 40 minutach siedzenia w łazience.
-Bo ja jestem taki jedyny w swoim rodzaju. Bierz w ciemno!-zaśmiał się a ja zamknęłam przed nim drzwi. Oczywiście z uśmiechem na ustach ,na niego nie można się gniewać!
Otworzył je powtórnie i zamknął za sobą. Usiadł obok mnie na łóżku i spojrzał się w okno.
-Powiedz mi jedną rzecz-nabrał powagi-Nie kochasz Andiego ,prawda?
-Gregor...
-Ale odpowiedz.Mi teraz możesz powiedzieć wszystko. Ja takie przyjaciel numer jeden zawsze i na zawsze ,pamiętaj. Więc mów.
-Nie ,nie kocham go. Nawet jeżeli ,to jako przyjaciela..Nie mam pojęcia dlaczego mnie pocałował. A najgorsze jest to ,że ja nic nie czułam. Kompletnie nic. Już więcej czułam ,gdy całował mnie Michael. Może głównie dlatego ,że to ja byłam w nim ślepo zakochana.
-Najważniejsze ,żebyś powiedziała to Wellingerowi. On teraz stoi tam jak ostatni idiota.. no bynajmniej stał. No stał i nie ruszał się z miejsca ,tylko patrzył się w ziemię. A znowu Jurij...
-Jurij co?
-Wiem ,że to on Ci sie podoba. Jurij tylko spojrzał na niego ,rzucił narty na mate i gdzieś poszedł.
-Jakiś ty inteligentny Gregor ,naprawdę!
-Polecam się na przyszłość-uśmiechnął się i wstał. Wstałam zaraz za nim. Spojrzał na mnie i mnie przytulił.-Wszystko będzie dobrze.
*22 luty 2014*
Za chwilę mój pierwszy finałowy zjazd. Jestem cholernie zestresowana.
Skoczków od dawna nie ma ,ale na moje szczęście Gregor postanowił dotrzymać mi towarzystwa.
Co do Andreasa ,to praktycznie wypychana przez Gregora ,musiałam z nim porozmawiać. I porozmawiałam. Wszystko sobie wyjaśniliśmy i zostaliśmy niby przyjaciółmi. Jurij wyjechał bez pożegnania ,Maciek jak to powiedział Wielki Gregorro ,,Rwie Jamie'' . Ze skoczków oczywiście został również Kofler ,razem z Lindsey ,która zdobyła srebro.
Przez te kilka dni praktycznie nic się nie wydarzyło. Zaprzyjaźniłam się z Gregorem ,chodziłam na treningi i pogodziłam się z Wellingerem.W sumie ,to ja nawet się z nim nie pokłóciłam.
Ustawiłam się na linii startu i czekałam na końcowe odliczanie do zjazdu. Gdy rozbrzmiał gwizdem ,ruszyłam i starałam się popełniać jak najmniej błędów.
Po zjeździe zjechałam pod dach i czekałam na wyniki razem z Jamie. Miałam ostatni numer startowy ,więc cała kolejka była już za mną. Jamie zdobyła 80,75 ,a ja nadal nie byłam pewna.
-Boże ,byłaś wspaniała!
-Przesadzasz-odpowiedziałam i zsunęłam gogle.
Po chwili ,na tablicy wyświetlającej wynik pojawiły się jakieś liczby. Publiczność jak zawsze dawała o sobie znać ,a ja nareszcie rozczytałam wynik na tablicy. 97,75 ?!
Do końca nie mogłam się otrząsnąć po tym ,co przed chwilą zobaczyłam. Jamie rzuciła się na mnie i zaczęła mówić ,jak to wspaniale. Ja praktycznie się nie ruszyłam. Zupełnie jakby ogarnął mnie pewnego rodzaju paraliż.
Ale przed nami jeszcze drugi zjazd!
Po drugim zjeździe ,Jamie była na pierwszym miejscu z wynikiem 95,25. Została jeszcze Czeszka i ja. Czeszka niestety upadła ,jej kask był w opłakanym stanie ,ale na szczęście nic poważnego się jej nie stało.
Ale jej upadek spowodował coś gorszego -wybił mnie z rytmu. Dłuższa przerwa między przejazdami ,upadek. To wszystko spowodowało ,że zaczęłam się stresować. Moje nogi się trzęsły a serce łomotało jak oszalałe. Ustałam na linii startu i zaczęłam zjeżdżać. Gdy byłam na praktycznie ostatnich ,,dechach'' jak to nazwał pan Gregor ,moja deska się osunęła.
*Jurij*
Nie wiedziałem dlaczego się z nią nie pożegnałem. Miałem strasznie złe przeczucie ,że cholernie się pomyliłem ,że powinienem tam zostać i jej kibicować. W końcu ona nam kibicowała!
Powinienem tam teraz stać obok Gregora i przymierzać jej złoty medal!
Uważnie oglądałem jej zjazdy ,złoty medal miała już praktycznie pewny. Właśnie ruszyła ,ale coś było nie tak. Po upadku Czeszki ,już stąd widziałem jej trzęsące się nogi i bladą twarz. Po założeniu przez nią gogli i spokojnym starcie ,myślałem że wszystko ma pod kontrolą.
Myliłem się ,tak cholernie się myliłem!
______________
*Austriak kojarzy mi sie teraz tylko z :< Ale przepraszam ja ,UK z zadania się wywiązało ,głosowało i o!
Pretensji nie mieć!
Niedługo czerwiec ,niedługo koniec tego opowiadania. Jeszcze ze 2 ,3 rozdziały + epilog i koniec. Ale w sumie może być więcej ,może!
Happy End ,czy może nie? Oto jest pytanie!
poniedziałek, 5 maja 2014
5.No ja tych facetów nie rozumiem!
-Tak ,uszyje ,zrobię wszystko.Jestem w końcu Twoją taką ...giga fanką!-zaśmiałam się-A tak naprawdę ,to lecz się.
-Jakaś ty zabawna ,naprawdę. Czy naprawdę nikt mnie nie kocha?!-udawał smutnego.
-Hmm...No zapytaj o to na Facebooku...Znajdziesz dziewczynę szybciej niż myślisz!
*17 luty*
Te ostatni dni minęły mi na treningach ,innych zawodach. Dwa złote medale Skoków Narciarskich zgarnął Kamil Stoch. Jurij był na bardzo oddalonych miejscach ,a Andreas na normalnej skoczni zajął 6 miejsce.
Udało nam się również zeswatać tę dwójkę!
I nie chodzi tu o Andreasa i Jurij'ego... To byłoby dziwne. Chodzi tu o Lindsey i Koflera!
Cała akcja ich swatania była ...dziwna. I za prosta ... Oni musieli coś wiedzieć!
No i zamknęliśmy ich w tym hotelu ,z personelem hotelu się dogadaliśmy i ,,zgubiliśmy'' kluczyk od ich pokoju. Ich pokój był pokojem pustym ,nikt w nim nie mieszkał. Było to 10 piętro ,więc skok byłby samobójczy. Kto wie ,co chodzi po głowie Koflerowi? On jest zdolny do praktycznie wszystkiego!
Z początku Gregor trzymał się wersji ,żeby zamknąć ich w piwnicy ,powstawiać tam jakieś straszne rzeczy i ogólnie - postraszyć ich. Ale wersja ta odpadła ,z racji tego że nigdzie nie było piwnicy...
Ale jakimś cudem w tym pokoju zaczęli ze sobą rozmawiać ,powspominali wspólne chwile ,a gdy już mieli się pocałować ,mądry Gregor wpadł do pokoju i zaczął strzelać w nich z pistoletu do Paintball'a . Nikt do dzisiaj nie wie ,skąd on to ,,do cholery jasnej'' wziął...
Tak czy inaczej ,popruł im wzniosłą chwilę za co oberwał nie tyle co od samego Koflera ,ale od nas wszystkich. Lindsey zamieniła się w buraczka i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.
Dzisiaj jest konkurs drużynowy. Dla niektórych jest to ostatnia szansa na medal. Sam konkurs zaczyna się jakoś za godzinę ,wszyscy są już na skoczni i przygotowują się. Dostali numery startowe ,przydzieleni zostali do grup.
U mnie w kraju skoki nie są za bardzo ważne. Jest to coś w stylu ,,Jak wygrają to okej ,jak przegrają to nie szkodzi''. Tyle że my nigdy nie wygrywamy ,chłopacy nie są jakoś specjalnie przygotowywani do tej dyscypliny. Bardziej liczy się tu Football Amerykański i Koszykówka. A ze sportów zimowych? Hokej. Bezapelacyjnie.
W całym systemie jest tak ,że wybierają Ciebie i to z Ciebie robią sportsmena. Jeśli masz szczęście ,mieszkasz w mniejszym bądź większym mieście ,masz jakieś możliwości do uprawiania sportu ,to wtedy Twoja szansa na zostanie sportowcem mniejszej lub większej rangi wynosi już wtedy bardzo,bardzo dużo.
Dlaczego wybrałam Snowboard? Od dzieciństwa wyjeżdżałam z tatą ,przyjaciółmi w góry. Zawsze zabierałam swój Snowboard i jeździłam jak najdłużej mogłam. A gdy zaproponowano mi różnego rodzaju obozy ,tata sam mnie na nie wysyłał. Z czego ja byłam bardzo zadowolona ,ponieważ mi na tym zależało. Praktycznie co rok ,może nawet częściej jeździłam na różnego rodzaju obozy sportowe. Potem dostałam się do jednej z najlepszych drużyn w Ameryce. Dojeżdżałam pociągami ,latałam samolotami tylko po to ,żeby być tu ,na Igrzyskach. Co jest-mam nadzieję-początkiem mojej całej kariery sportowej.
Zapomniałabym o dzisiejszym konkursie. Otóż ,idzie on po myśli Niemców. Zaraz wszystko będzie jasne ,ponieważ minęły już z 2 godziny.
Wszystko zależy od skoku Wellingera*. Siada na belce ,dostaje zielone światło i leci. Prędkość wybicia wynosiła powyżej 90 km/h ,a jego odległość to ... 133 ,co w zupełności wystarczy do złota! 1 miejsce zajęli Niemcy ,2 Austria ,3 Japonia a 4 Polska.
Oczywiście nie powinnam się tak cieszyć ,zważając na to ,że chłopacy z USA zajęli 10 miejsce na 10 ,ale co z tego ,skoro u nas nikt nie zwraca na to większej uwagi? Bardzo się cieszę ,że Andreas wróci do domu ze złotem. Niestety Słowenia Jurija zajęła 5 miejsce. W sumie do podium daleko ,bo jakieś 45 punktów.
Wesoły Andreas podbiegł w stronę publiczności i złapał mnie za rękę.
-No chodź!-zaśmiał się.
-Można?-odpowiedziałam tym samym.
-No pewnie ,że można-odparł stanowczo i znienacka wziął mnie na ręce. Nie miałam siły protestować,ale mimo to ,,krzyczałam'' ,jeżeli krzykiem można nazwać cichy pisk w jego ramię ,oraz delikatnie biłam go ,żeby tylko mnie puścił. Lecz on był oczywiście silniejszy.
Przy stanowisku ,w którym skoczkowie się ubierają ,czekają na werdykty ,nareszcie postawił mnie na własne nogi. Spojrzał na mnie i poprawił kurtkę ,którą zarzucił od razu po skoku. Złapał mnie za rękę i chciał mi coś powiedzieć ,lecz na jego plecy wskoczyli chłopacy z kadry ,wzywając go na Ceremonię Kwiatową.
Gdy zobaczyłam ,co oni wyprawiają na tym podium ,uśmiech sam wsuwał się na twarz. Byli szczęśliwi ,a to było chyba najważniejsze. Obok mnie ustał Jurij. W pewnym sensie smutny Jurij ,który miał nadzieję na chociażby brąz.
Ale mi najbardziej zależało na tym ,żeby medal zdobył on ,Wellinger i Kasai. W pewnym sensie mi się to udało ,gdyby nie Jurij...
-Widzę,że dobrze Ci się z Wellingerem układa-powiedział wpatrzony w roześmianego chłopaka.
-Mi z Andreasem?-prychnęłam-A skąd takie informacje ,panie Jurij?
-Nosił cię na rękach ,ogólnie bardzo dobrze się rozumiecie od samego przyjazdu tutaj ,do Soczi. Ale to przecież nie moja sprawa -zaczął i zaśmiał się nerwowo-Ja idę,posiedzieć z chłopakami ,a ty idź do Andreasa ,bo dzisiaj będzie co świętować!-uśmiechnął się sztucznie i odszedł.
A temu o co znowu chodzi? No ja tych facetów nie rozumiem! Mają te swoje humorki gorsze od naszych!
-Co się stało?-zapytał Andreas ,cały w śniegu skoczni.
-A nic-odpowiedziałam uśmiechając się-Gratuluję panie Złoto!
-A dziękuję dziękuję. Ja Tobie też pogratuluję ,zobaczysz!
-Oj nie wybiegaj tak w przyszłość-powiedziałam i uśmiechnięta spojrzałam w jego oczy. Może się powtórzę ,ale Wellinger ma piękne oczy!
-Przyszłość ,przeszłość czy teraźniejszość. I tak zdobędziesz złoto-mówił nie odrywając ode mnie wzroku.
Był coraz bliżej ,i bliżej. Nim się zorientowałam ,nasze usta były złączone w czułym pocałunku.
___________________
Krótki ? KRÓTKI ?!
No krótki ,wiem.
JAK MI W KIJ CHOLERA BRAKUJE TYCH SKOKÓW HEJ
*Wellinger skakał ostatni ,czy nie skakał to u mnie skakał bo tak jest i oo.
NO I POZDRAWIAM.
U mnie maaaaaaaaaaaaj! Jak ja kocham MAJ. Nawet w samej nazwie brzmi pięknie ,czyż nie ?
-Jakaś ty zabawna ,naprawdę. Czy naprawdę nikt mnie nie kocha?!-udawał smutnego.
-Hmm...No zapytaj o to na Facebooku...Znajdziesz dziewczynę szybciej niż myślisz!
*17 luty*
Te ostatni dni minęły mi na treningach ,innych zawodach. Dwa złote medale Skoków Narciarskich zgarnął Kamil Stoch. Jurij był na bardzo oddalonych miejscach ,a Andreas na normalnej skoczni zajął 6 miejsce.
Udało nam się również zeswatać tę dwójkę!
I nie chodzi tu o Andreasa i Jurij'ego... To byłoby dziwne. Chodzi tu o Lindsey i Koflera!
Cała akcja ich swatania była ...dziwna. I za prosta ... Oni musieli coś wiedzieć!
No i zamknęliśmy ich w tym hotelu ,z personelem hotelu się dogadaliśmy i ,,zgubiliśmy'' kluczyk od ich pokoju. Ich pokój był pokojem pustym ,nikt w nim nie mieszkał. Było to 10 piętro ,więc skok byłby samobójczy. Kto wie ,co chodzi po głowie Koflerowi? On jest zdolny do praktycznie wszystkiego!
Z początku Gregor trzymał się wersji ,żeby zamknąć ich w piwnicy ,powstawiać tam jakieś straszne rzeczy i ogólnie - postraszyć ich. Ale wersja ta odpadła ,z racji tego że nigdzie nie było piwnicy...
Ale jakimś cudem w tym pokoju zaczęli ze sobą rozmawiać ,powspominali wspólne chwile ,a gdy już mieli się pocałować ,mądry Gregor wpadł do pokoju i zaczął strzelać w nich z pistoletu do Paintball'a . Nikt do dzisiaj nie wie ,skąd on to ,,do cholery jasnej'' wziął...
Tak czy inaczej ,popruł im wzniosłą chwilę za co oberwał nie tyle co od samego Koflera ,ale od nas wszystkich. Lindsey zamieniła się w buraczka i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.
Dzisiaj jest konkurs drużynowy. Dla niektórych jest to ostatnia szansa na medal. Sam konkurs zaczyna się jakoś za godzinę ,wszyscy są już na skoczni i przygotowują się. Dostali numery startowe ,przydzieleni zostali do grup.
U mnie w kraju skoki nie są za bardzo ważne. Jest to coś w stylu ,,Jak wygrają to okej ,jak przegrają to nie szkodzi''. Tyle że my nigdy nie wygrywamy ,chłopacy nie są jakoś specjalnie przygotowywani do tej dyscypliny. Bardziej liczy się tu Football Amerykański i Koszykówka. A ze sportów zimowych? Hokej. Bezapelacyjnie.
W całym systemie jest tak ,że wybierają Ciebie i to z Ciebie robią sportsmena. Jeśli masz szczęście ,mieszkasz w mniejszym bądź większym mieście ,masz jakieś możliwości do uprawiania sportu ,to wtedy Twoja szansa na zostanie sportowcem mniejszej lub większej rangi wynosi już wtedy bardzo,bardzo dużo.
Dlaczego wybrałam Snowboard? Od dzieciństwa wyjeżdżałam z tatą ,przyjaciółmi w góry. Zawsze zabierałam swój Snowboard i jeździłam jak najdłużej mogłam. A gdy zaproponowano mi różnego rodzaju obozy ,tata sam mnie na nie wysyłał. Z czego ja byłam bardzo zadowolona ,ponieważ mi na tym zależało. Praktycznie co rok ,może nawet częściej jeździłam na różnego rodzaju obozy sportowe. Potem dostałam się do jednej z najlepszych drużyn w Ameryce. Dojeżdżałam pociągami ,latałam samolotami tylko po to ,żeby być tu ,na Igrzyskach. Co jest-mam nadzieję-początkiem mojej całej kariery sportowej.
Zapomniałabym o dzisiejszym konkursie. Otóż ,idzie on po myśli Niemców. Zaraz wszystko będzie jasne ,ponieważ minęły już z 2 godziny.
Wszystko zależy od skoku Wellingera*. Siada na belce ,dostaje zielone światło i leci. Prędkość wybicia wynosiła powyżej 90 km/h ,a jego odległość to ... 133 ,co w zupełności wystarczy do złota! 1 miejsce zajęli Niemcy ,2 Austria ,3 Japonia a 4 Polska.
Oczywiście nie powinnam się tak cieszyć ,zważając na to ,że chłopacy z USA zajęli 10 miejsce na 10 ,ale co z tego ,skoro u nas nikt nie zwraca na to większej uwagi? Bardzo się cieszę ,że Andreas wróci do domu ze złotem. Niestety Słowenia Jurija zajęła 5 miejsce. W sumie do podium daleko ,bo jakieś 45 punktów.
Wesoły Andreas podbiegł w stronę publiczności i złapał mnie za rękę.
-No chodź!-zaśmiał się.
-Można?-odpowiedziałam tym samym.
-No pewnie ,że można-odparł stanowczo i znienacka wziął mnie na ręce. Nie miałam siły protestować,ale mimo to ,,krzyczałam'' ,jeżeli krzykiem można nazwać cichy pisk w jego ramię ,oraz delikatnie biłam go ,żeby tylko mnie puścił. Lecz on był oczywiście silniejszy.
Przy stanowisku ,w którym skoczkowie się ubierają ,czekają na werdykty ,nareszcie postawił mnie na własne nogi. Spojrzał na mnie i poprawił kurtkę ,którą zarzucił od razu po skoku. Złapał mnie za rękę i chciał mi coś powiedzieć ,lecz na jego plecy wskoczyli chłopacy z kadry ,wzywając go na Ceremonię Kwiatową.
Gdy zobaczyłam ,co oni wyprawiają na tym podium ,uśmiech sam wsuwał się na twarz. Byli szczęśliwi ,a to było chyba najważniejsze. Obok mnie ustał Jurij. W pewnym sensie smutny Jurij ,który miał nadzieję na chociażby brąz.
Ale mi najbardziej zależało na tym ,żeby medal zdobył on ,Wellinger i Kasai. W pewnym sensie mi się to udało ,gdyby nie Jurij...
-Widzę,że dobrze Ci się z Wellingerem układa-powiedział wpatrzony w roześmianego chłopaka.
-Mi z Andreasem?-prychnęłam-A skąd takie informacje ,panie Jurij?
-Nosił cię na rękach ,ogólnie bardzo dobrze się rozumiecie od samego przyjazdu tutaj ,do Soczi. Ale to przecież nie moja sprawa -zaczął i zaśmiał się nerwowo-Ja idę,posiedzieć z chłopakami ,a ty idź do Andreasa ,bo dzisiaj będzie co świętować!-uśmiechnął się sztucznie i odszedł.
A temu o co znowu chodzi? No ja tych facetów nie rozumiem! Mają te swoje humorki gorsze od naszych!
-Co się stało?-zapytał Andreas ,cały w śniegu skoczni.
-A nic-odpowiedziałam uśmiechając się-Gratuluję panie Złoto!
-A dziękuję dziękuję. Ja Tobie też pogratuluję ,zobaczysz!
-Oj nie wybiegaj tak w przyszłość-powiedziałam i uśmiechnięta spojrzałam w jego oczy. Może się powtórzę ,ale Wellinger ma piękne oczy!
-Przyszłość ,przeszłość czy teraźniejszość. I tak zdobędziesz złoto-mówił nie odrywając ode mnie wzroku.
Był coraz bliżej ,i bliżej. Nim się zorientowałam ,nasze usta były złączone w czułym pocałunku.
___________________
Krótki ? KRÓTKI ?!
No krótki ,wiem.
JAK MI W KIJ CHOLERA BRAKUJE TYCH SKOKÓW HEJ
*Wellinger skakał ostatni ,czy nie skakał to u mnie skakał bo tak jest i oo.
NO I POZDRAWIAM.
U mnie maaaaaaaaaaaaj! Jak ja kocham MAJ. Nawet w samej nazwie brzmi pięknie ,czyż nie ?
środa, 16 kwietnia 2014
4.Głupia gówniara ,myśli że jest dla mnie ważna
Nie miałam pojęcia o co chodzi ,co się stało ,co zrobiłam. Może po prostu śmieje się ze mnie w ramach czegoś w stylu ,,Głupia gówniara ,myśli że jest dla mnie ważna''.
Idiotą jest. Tyle.
Mimo,że wciąż miałam nadzieję ,że to beznadziejny zbieg okoliczności ,to dla mnie jest po prostu idiotą.
-Wchodzimy! -krzyknął ktoś z przodu i wszyscy rozbawieni weszli na stadion.
-Coś się stało?-zapytała Lindsey.
-Nie-odparłam odwracając głowę w przeciwnym kierunku. Odblokowałam telefon i zajęłam się robieniem zdjęć. Na chwilę zapomniałam o tym całym zdarzeniu i oddałam się ,,zabawie''. Wszyscy robili ze wszystkimi zdjęcia ,każdy z każdym rozmawiał. Ale właśnie to było najlepsze.
Po przejściu usiedliśmy na miejscach i czekaliśmy na pozostałe Reprezentacje. Gdy wszyscy byli już na miejscach ,oglądaliśmy dalszą Ceremonię ,a potem zapalenie Znicza Olimpijskiego. Wszystko było takie niesamowite! Po prostu cieszę się z tego,że tu jestem.Spełniam swoje marzenia. Ot taka wielka rzecz.
*Następnego Dnia*
Wstałam o 9. O 11 miałam trening ,zapoznanie z terenem ,poprawki deski.
Wellinger obiecał ,że pojawi się na konkursie z chłopakami pod warunkiem ,że to ja będę mu kibicować.
*Jurij*
Wstając z samego rana ,miałem nadzieję na miłe powitanie. Ale nikt mnie nie powitał.Wszyscy spali. No proszę ja Was wszystkich.
Szkoda ,że to nie Lany Poniedziałek !Już ja bym ich wszystkich obudził...tak podle. Bardzo.
Dzisiaj kwalifikacje ,a oni ot tak sobie po prostu śpią!
Postanowiłem sobie wyjść i pobiegać. Bieganie poza skokami moje ulubione zajęcie. Dzięki temu mogę jakoś wyrzucić z siebie całe te negatywne emocje ,które przeważnie we mnie siedzą.
Ostatnio siedziały.Mógłbym powiedzieć ,że piły sobie po prosu kawę i nie chciały odejść! A to było po moim rozstaniu z Anją. Niby nie było to takie straszne ,bo do Anji nie czułem nic już o dłuższego czasu ,natomiast rozstanie z kimś ,z kim jest się ponad dwa lata boli. Boli mimo wszystko. Nie ważne ,czy się tą osobę kocha ,czy już mniej. To po prostu boli.
Anja mnie zdradziła.Ale w sumie to nie jest dziwne. W końcu całe sezony spędzałem na podróżach z jednej skoczni na drugą ,a ona pracowała w swojej ,,Pracy Marzeń'' i nie była na żadnym z moich konkursów.
Triumfowałem ,przegrywałem .Wszystko bez niej.
Co do wczorajszej Ceremonii Otwarcia.
Czułem się strasznie dziwnie ,stojąc tam i słuchając ,,sucharów'' Prevca.Ma pamięć ,niestety.Bo żeby opowiedzieć tyle sucharów w tak krótkim czasie?
Szkoda ,że o moich urodzinach o nigdy nie pamięta.
Ja o jego też. Ale nie ,nie chwalmy się.
-PREVC!-krzyknąłem-KRANJEC!-w odpowiedzi nie usłyszałem nic.-O patrzcie,jaka ładna!
-Gdzie?!-poderwał się Prevc.
-Mam nadzieję ,że nie w Twoim śnie.Powstańcie ,ot co! Dzisiaj kwalifikacje ,seria próbna.Jak można spać?! To przez te suchary.Mózg ci uschnął?
-Jakie suchary?! o inteligentne żarty był! Za inteligentne na Twój mózg?
-Inteligentnego żartu to ty byś nie zrozumiał ,a co się z tym wiąże ,nie powtórzyłbyś go.
-Cicho!-usłyszeliśmy zza pleców.-Ja tu spać próbuję!
-Robciu.-zacząłem-A wiesz co?
-Czego?!
-Ej no weź. Ja do Ciebie tak grzecznie a ty na mnie naskakujesz! No proszę o więcej kultury z Twej strony!A tak naprawdę ,to nic. Po prostu wstań ,chodź ze mną pobiegać. Obczaimy okolicę ,spotkamy jakąś galopującą antylopę. Wejdziesz na palmę.Zażyjesz morskiej kąpieli!
-Odwal się-odpowiedział i rzucił we mnie poduszką.
*Victoria*
Założyłam swoje buty do biegania ,ciepłą Reprezentacyjną bluzę ,do tego spodnie dresowe i z słuchawkami na uszach wybiegłam z hotelu. Postanowiłam przebiec się w pobliżu Morza.
Ot tak ,żeby popodziwiać trochę. Z jednej strony góry ,z drugiej Morze. Żyć nie umierać!
I to ,,Żyć nie umierać'' miałoby sens dalej,gdybym nie spotkała po drodze Jurijego.
-Cześć!-powiedział rozentuzjowany-Biegasz?
Zatrzymałam się i odwróciłam do niego.
-Biegam. -odparłam neutralnie.
-A jak tam po Ceremonii?
-Dobrze. A tam?
-W sumie też dobrze ,ale miałem obok siebie toster ,ze względu na suchary Petera.I Ciebie w ogóle nie widziałem! Pomachałbym. Zatrzepotał skrzydełkami. -powiedział ,a ja wybuchłam śmiechem.
-Ładne te Twoje skrzydełka.
-Tylko 199.99.- uśmiechnął się.
Albo jest głupi ,albo na prawdę mnie nie widział.
-Naprawdę mnie nie widziałeś?
-No właśnie wcale! Prevc mówi ,że Ciebie widział ,ze stałaś jakoś niedaleko.Ale ja w kij Ciebie nie widziałem.Przyjdziesz dzisiaj na Próbną i Kwalifikacje?
-Przyjdę raczej. Treningi mam dopiero za jakiś czas. Dzisiaj wolne ,jutro wolne. Pojutrze jakieś ważniejsze treningi otwarte i taki oto mój grafik. Potem dzień w dzień treningi, w ostatnich dniach zawody.
-To widzimy się na Serii Próbnej-powiedział-Kibicuj tam!-krzyknął po tym,gdy już odbiegł.
Uśmiechnęłam się tylko i odbiegłam w swoją stronę.
Miałam nadzieję ,że to co mówił to czyta prawda.Głupio ,cholernie głupio czułam się z myślą ,że śmiał się wtedy ze mnie. Niby nic wielkiego,ale sprawiało ,że w gardle pojawiał mi się tak zwany ,,dziwny ucisk''. Niby taki Jurij ,nieznajomy praktycznie, ale jednak tak ważny.
-Victoria!-usłyszałam za sobą-Chodź tu że!-ten głos poznałabym wszędzie.
-Andreas!-odwróciłam się-Co się stało ,co ci zginęło ,co ci wiszę?
-Stało się nic ,zginęłaś mi ty ,a wisisz mi bardzo mocne kibicowanie w Kwalifikacjach. Ot tak. Żeby było zabawnie. Dostaniesz ode mnie własnoręcznie wyszywany szalik z napisem ,,GO GO ANDREAS'' i będziesz nim machać. Flaga gratis. I czapka. Ale wszystko szyjesz sama.
_________
Z tym rozdziałem dałam przysłowiowej ,,du*y''
Nie podoba mi się ,hę. Ale co poradzić. Takie życie.
Tak w ogóle ,to ja zapomniałam o wszystkim.
Dosłownie.
WSZYSTKIM.
Ostatnimi dniami żyłam Ligą Mistrzów ,Pucharami ,nauką ,wszystkim.
Real królemmmmmmm Hiszpanii heeeeej ♥ Od dawna z niczego się tak nie cieszyłam .Jak dziecko!
Kibicowanie było przednie ,itepe.
Mam nadzieję ,na dobry występ w Lidze Mistrzów i awans!
Ktoś to czyta w ogóle ,anybody?
Ten Angielski mnie niszczy.Kto by pomyślał?
+ Wesołych Świąt !
Idiotą jest. Tyle.
Mimo,że wciąż miałam nadzieję ,że to beznadziejny zbieg okoliczności ,to dla mnie jest po prostu idiotą.
-Wchodzimy! -krzyknął ktoś z przodu i wszyscy rozbawieni weszli na stadion.
-Coś się stało?-zapytała Lindsey.
-Nie-odparłam odwracając głowę w przeciwnym kierunku. Odblokowałam telefon i zajęłam się robieniem zdjęć. Na chwilę zapomniałam o tym całym zdarzeniu i oddałam się ,,zabawie''. Wszyscy robili ze wszystkimi zdjęcia ,każdy z każdym rozmawiał. Ale właśnie to było najlepsze.
Po przejściu usiedliśmy na miejscach i czekaliśmy na pozostałe Reprezentacje. Gdy wszyscy byli już na miejscach ,oglądaliśmy dalszą Ceremonię ,a potem zapalenie Znicza Olimpijskiego. Wszystko było takie niesamowite! Po prostu cieszę się z tego,że tu jestem.Spełniam swoje marzenia. Ot taka wielka rzecz.
*Następnego Dnia*
Wstałam o 9. O 11 miałam trening ,zapoznanie z terenem ,poprawki deski.
Wellinger obiecał ,że pojawi się na konkursie z chłopakami pod warunkiem ,że to ja będę mu kibicować.
*Jurij*
Wstając z samego rana ,miałem nadzieję na miłe powitanie. Ale nikt mnie nie powitał.Wszyscy spali. No proszę ja Was wszystkich.
Szkoda ,że to nie Lany Poniedziałek !Już ja bym ich wszystkich obudził...tak podle. Bardzo.
Dzisiaj kwalifikacje ,a oni ot tak sobie po prostu śpią!
Postanowiłem sobie wyjść i pobiegać. Bieganie poza skokami moje ulubione zajęcie. Dzięki temu mogę jakoś wyrzucić z siebie całe te negatywne emocje ,które przeważnie we mnie siedzą.
Ostatnio siedziały.Mógłbym powiedzieć ,że piły sobie po prosu kawę i nie chciały odejść! A to było po moim rozstaniu z Anją. Niby nie było to takie straszne ,bo do Anji nie czułem nic już o dłuższego czasu ,natomiast rozstanie z kimś ,z kim jest się ponad dwa lata boli. Boli mimo wszystko. Nie ważne ,czy się tą osobę kocha ,czy już mniej. To po prostu boli.
Anja mnie zdradziła.Ale w sumie to nie jest dziwne. W końcu całe sezony spędzałem na podróżach z jednej skoczni na drugą ,a ona pracowała w swojej ,,Pracy Marzeń'' i nie była na żadnym z moich konkursów.
Triumfowałem ,przegrywałem .Wszystko bez niej.
Co do wczorajszej Ceremonii Otwarcia.
Czułem się strasznie dziwnie ,stojąc tam i słuchając ,,sucharów'' Prevca.Ma pamięć ,niestety.Bo żeby opowiedzieć tyle sucharów w tak krótkim czasie?
Szkoda ,że o moich urodzinach o nigdy nie pamięta.
Ja o jego też. Ale nie ,nie chwalmy się.
-PREVC!-krzyknąłem-KRANJEC!-w odpowiedzi nie usłyszałem nic.-O patrzcie,jaka ładna!
-Gdzie?!-poderwał się Prevc.
-Mam nadzieję ,że nie w Twoim śnie.Powstańcie ,ot co! Dzisiaj kwalifikacje ,seria próbna.Jak można spać?! To przez te suchary.Mózg ci uschnął?
-Jakie suchary?! o inteligentne żarty był! Za inteligentne na Twój mózg?
-Inteligentnego żartu to ty byś nie zrozumiał ,a co się z tym wiąże ,nie powtórzyłbyś go.
-Cicho!-usłyszeliśmy zza pleców.-Ja tu spać próbuję!
-Robciu.-zacząłem-A wiesz co?
-Czego?!
-Ej no weź. Ja do Ciebie tak grzecznie a ty na mnie naskakujesz! No proszę o więcej kultury z Twej strony!A tak naprawdę ,to nic. Po prostu wstań ,chodź ze mną pobiegać. Obczaimy okolicę ,spotkamy jakąś galopującą antylopę. Wejdziesz na palmę.Zażyjesz morskiej kąpieli!
-Odwal się-odpowiedział i rzucił we mnie poduszką.
*Victoria*
Założyłam swoje buty do biegania ,ciepłą Reprezentacyjną bluzę ,do tego spodnie dresowe i z słuchawkami na uszach wybiegłam z hotelu. Postanowiłam przebiec się w pobliżu Morza.
Ot tak ,żeby popodziwiać trochę. Z jednej strony góry ,z drugiej Morze. Żyć nie umierać!
I to ,,Żyć nie umierać'' miałoby sens dalej,gdybym nie spotkała po drodze Jurijego.
-Cześć!-powiedział rozentuzjowany-Biegasz?
Zatrzymałam się i odwróciłam do niego.
-Biegam. -odparłam neutralnie.
-A jak tam po Ceremonii?
-Dobrze. A tam?
-W sumie też dobrze ,ale miałem obok siebie toster ,ze względu na suchary Petera.I Ciebie w ogóle nie widziałem! Pomachałbym. Zatrzepotał skrzydełkami. -powiedział ,a ja wybuchłam śmiechem.
-Ładne te Twoje skrzydełka.
-Tylko 199.99.- uśmiechnął się.
Albo jest głupi ,albo na prawdę mnie nie widział.
-Naprawdę mnie nie widziałeś?
-No właśnie wcale! Prevc mówi ,że Ciebie widział ,ze stałaś jakoś niedaleko.Ale ja w kij Ciebie nie widziałem.Przyjdziesz dzisiaj na Próbną i Kwalifikacje?
-Przyjdę raczej. Treningi mam dopiero za jakiś czas. Dzisiaj wolne ,jutro wolne. Pojutrze jakieś ważniejsze treningi otwarte i taki oto mój grafik. Potem dzień w dzień treningi, w ostatnich dniach zawody.
-To widzimy się na Serii Próbnej-powiedział-Kibicuj tam!-krzyknął po tym,gdy już odbiegł.
Uśmiechnęłam się tylko i odbiegłam w swoją stronę.
Miałam nadzieję ,że to co mówił to czyta prawda.Głupio ,cholernie głupio czułam się z myślą ,że śmiał się wtedy ze mnie. Niby nic wielkiego,ale sprawiało ,że w gardle pojawiał mi się tak zwany ,,dziwny ucisk''. Niby taki Jurij ,nieznajomy praktycznie, ale jednak tak ważny.
-Victoria!-usłyszałam za sobą-Chodź tu że!-ten głos poznałabym wszędzie.
-Andreas!-odwróciłam się-Co się stało ,co ci zginęło ,co ci wiszę?
-Stało się nic ,zginęłaś mi ty ,a wisisz mi bardzo mocne kibicowanie w Kwalifikacjach. Ot tak. Żeby było zabawnie. Dostaniesz ode mnie własnoręcznie wyszywany szalik z napisem ,,GO GO ANDREAS'' i będziesz nim machać. Flaga gratis. I czapka. Ale wszystko szyjesz sama.
_________
Z tym rozdziałem dałam przysłowiowej ,,du*y''
Nie podoba mi się ,hę. Ale co poradzić. Takie życie.
Tak w ogóle ,to ja zapomniałam o wszystkim.
Dosłownie.
WSZYSTKIM.
Ostatnimi dniami żyłam Ligą Mistrzów ,Pucharami ,nauką ,wszystkim.
Real królemmmmmmm Hiszpanii heeeeej ♥ Od dawna z niczego się tak nie cieszyłam .Jak dziecko!
Kibicowanie było przednie ,itepe.
Mam nadzieję ,na dobry występ w Lidze Mistrzów i awans!
Ktoś to czyta w ogóle ,anybody?
Ten Angielski mnie niszczy.Kto by pomyślał?
+ Wesołych Świąt !
Subskrybuj:
Posty (Atom)